piątek, 17 stycznia 2014

Othello, National Theatre - recenzja

To  kolejna z recenzji która na swoją publikację czekała ponad pół roku. Bo mam wrażenie, że ten spektakl zasługuje na więcej niż tylko bezładne zachwyty nad grą aktorską, a ciężko być poważnym recenzentem gdy przed oczami ma się tylko ironicznie uśmiechniętego Iago.

Dlatego ta recenzja będzie raczej opinią entuzjastycznego fana niż poważnym podsumowaniem spektaklu.




Akcja sztuki rozgrywa się współcześnie, podczas misji wojskowej (bodajże na Cyprze), gdzie Othello jest dowódcą. Na scenie znajdują się przesuwane kontenery, które w zależności od potrzeb stają się zewnętrznymi barakami otaczającymi plac ćwiczeń, łazienkami, kwaterami żołnierskimi, biurem czy gabinetem w ministerstwie. Dla mnie jednak o wartości tej sztuki świadczą aktorzy. Adrian Lester jako wyważony, spokojny, ale gdy wreszcie ogarnie go gniew przerażający Othello, Jonathan Bailey jako entuzjastyczny i przystojny Cassio oraz Rory Kinnear jako Iago. Najlepszy Iago jakiego miałam okazję oglądać. Sprawił, że całą sztukę to jemu się kibicowało. Widz wiedział, że choć postępowanie Iago jest złe to i tak życzył mu powodzenia.

Rory Kinnear i Jonathan Bailey

Iago Rory'ego jest ironiczny i zabawny. Gdy trzeba potrafi być poważny, potrafi manipulować innymi by osiągnąć swój cel. Co prowadzi według mnie do jedynego zgrzytu w finale. Rory Kinnear zagrał Iago tak, że jego końcowa niemożność do wybrnięcia z oskarżeń wydaje się mało prawdopodobna. Przecież wystarczyłoby małe kłamstwo, oskarżenie żony, wszyscy by mu uwierzyli. Wiem, że tak musiało być, tak napisał to Szekspir, ale niedosyt pozostaje.
Z Adrianem Lesterem stworzyli perfekcyjny duet, zasłużenie nagrodzony Evening Standard Award.
O ile podobała mi się naturalna i konkretna Lyndsay Marshal w roli Emilii, o tyle Olivia Vinall jako Desdemona nie przekonała mnie zupełnie. Wiem, że rola Desdemony do łatwych nie należy, ale Olivia grała ją cały czas na jedną nutę. Pod koniec miałam ochotę zawołać do Othella by mordował  ją szybciej... na co miała też wpływ długość przedstawienia - 3 godziny i 20 minut na umiarkowanie wygodnych fotelach w Olivier Theatre każdemu dało się we znaki.

To co sprawia, że oglądanie sztuki w teatrze jest za każdym razem unikalnym doświadczeniem, są różnego rodzaju niezamierzone wpadki. W czasie mojego spektaklu Rory Kinnear podczas ataku wściekłości trochę za mocno kopnął jedną z umywalek - odpadło kolanko i zaczęła się z niej lać woda na scenę. Aktor zaskoczony był tylko przez chwilę - na szczęście parsknięcie śmiechem i obrazowe przekleństwo które mu się wymknęło pasowało do sceny, próbował kolanko naprawić i akcja toczyła się dalej, jakby wszystko było z góry zaplanowane.

Na zakończenie dodam, że jeśli macie możliwość zobaczyć Othella w cyklu NT Live w kinie, koniecznie się na to wybierzcie. I dajcie znać jak Wam się podobało.

zwiastun Othella pokazywanego w cyklu NT live